Podróż przebiegła bez większych niespodzianek. Chamonix - stolica światowego alpinizmu przywitała nas deszczem, chmurami zawieszonymi nisko i z chłodem tyleż orzeźwiającym co demobilizującym do opuszczenia ciepłego busa. Czas nie jest naszym sprzymierzeńcem, musimy więc ruszyć. Nie mamy ubezpieczeń, toteż pierwsze swe kroki kierujemy do biura informacji turystycznej gdzie możemy je nabyć. Po przybyciu pytamy o wspomniane ubezpieczenie. Sympatyczna blondynka pyta nas dokąd chcemy się udać, gdy odpowiadam: Na Mont Blanc, przeciera oczy ze zdziwienia i pyta czy widzieliśmy jakie są prognozy pogody na najbliższe godziny wskazując tablicę na której się znajdują. Głównie by ją uspokoić kieruję swoje kroki we wskazanym kierunku wiedząc co zastanę na miejscu. Po przeczytaniu, iż w najbliższych dniach czekają nas intensywne burze wracam do jej biurka i ponawiam swą prośbę o wypisanie formularza ubezpieczeniowego. Na kartce spisujemy więc dane wszystkich osób, tj. Kasi, Olafa, Tomka, Andrzeja i moje dopisując na kartce wyraźnie Poland. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, iż napis ten będzie miał tak duże znaczenie w naszej następnej rozmowie, ale nie uprzedzajmy faktów.
Po sporządzeniu całej dokumentacji zostaliśmy pouczeni o zasadach wzywania pomocy, a także (a raczej głównie) o zasadach na jakich ratownicy górscy mogą na wspomnianej pomocy odmówić.Na biurowym krześle nieopodal nas siedział mężczyzna, i gdy powoli zbieraliśmy się do wyjścia ten, podniósł z biurka kartkę z naszymi nazwiskami i zadał mi pytanie, na które każdy na moim miejscu podałby tę samą odpowiedź:
- Do You want to die?
- No!
- Oh yes, You want to die!
Mając dość do nikąd prowadzącego dialogu powtarzam po raz kolejny że nie chcę umrzeć, na co wyraźnie rozemocjonowany mężczyzna stwierdza, że jeśli w tych warunkach wybieramy się na Mont Blanc to z pewnością chcemy umrzeć.
Mam świadomość, że taki dialog przeprowadzany jest zazwyczaj z każdym kto przychodzi po informację niezależnie od pogody, celem odwiedzenia go od tego pomysłu. Tracę po części to przeczucie gdy ten Francuz zarzuca na siebie kurtkę zamaszystym ruchem i twierdzi, że udaje się do biura ratowników górskich z kartką zawierającą nasze nazwiska celem poinformowania go, iż nierozsądna grupa Polaków planuje wyjście na szczyt.
Jestem zdenerwowany, choć staram się tego nie okazywać. Wychodzimy- z wykupionym ubezpieczeniem- celem naszej wizyty. Na jednej z uliczek dostrzegam ‘znajomego' Francuza z biura i idącego z nim drugiego mężczyznę, w kamizelce z naszywką mogącą sugerować, że jest on... ratownikiem górskim. Nie mylę się. Rozpoczynam rozmowę z tym mężczyzną, który jak się okazało nie tyle jest ratownikiem górskim co- naczelnikiem całej grupy ratowników. Pierwsza myśl? No to jesteśmy ugotowani. Druga myśl? Nie, nie potrafię jej przytoczyć - były ich setki.
Rozmowę można skrócić do kilku uwag, i tak, kolejno:
- Nie idźcie na szczyt, bo nie ma warunków
- Posiedźcie w Chamonix, popijcie wina, pozwiedzajcie muzea
- Jeśli już zdecydujecie się iść, to pamiętajcie, ze nikt po was nie ruszy z pomocą bo nie ma warunków, a pogoda jest ‘nielotna'
- Wy Polacy (i tu Pan ratownik zaczął energicznie wymachiwać kartką z wielkim jak mi się potem wydało napisem Poland przed naszymi oczami, a następnie uderzać swym wielkim paluchem, który już pewnie nie jedną śrubę lodową wykręcał w sam środeczek wspomnianego napisu- co nie ukrywam robiło się powoli irytujące), Litwini, Czesi, Bułgarzy ruszacie w góry niezależnie od warunków, to źle. Mam przed oczami martwego Bułgara, którego znalazłem w drodze na szczyt.
Po serii takich uwag pożegnaliśmy się z Panem naczelnikiem, dziękując za szereg cennych rad i obiecując korekcję naszych planów (choć w duchu zapewne każdy z nas wierzył, że szczyt jest jeszcze w naszym zasięgu).
Ruszyliśmy do Les Houches miejscowości położonej nieopodal Chamonix z której wychodzą szlaki prowadzące do trasy kolejki Tramway du Mont Blanc, która to w sezonie wywozi turystów na wysokość ok. 2800m n.p.m. Po przybyciu na miejsce i przepakowaniu (jednym z dziesiątek w trakcie tego wyjazdu) zaczyna padać jest późno - za późno by dziś wyjść w góry. Postanawiamy poszukać miejsca na biwak i pozwiedzać Chamonix- wysłać kartki i dopełnić obowiązków ‘prawdziwego turysty'.
